portal wiadomosci zagraniczneW Polsce, jak i w całej Europie, trwa festiwal spekulacji, co dla tego kontynentu oznaczać będzie (ewentualne) zwycięstwo Joe Bidena i skrajnie lewicowych Demokratów w amerykańskich wyborach prezydenckich. Relacje z USA mają szczególne znaczenie dla Wielkiej Brytanii. Kraj ten wydaje się bowiem finalizować Brexit, czyli faktycznie opuści Unię Europejską, aby intensywnie rozwijać współpracę gospodarczą z innymi państwami i regionami. W naturalny sposób kluczowym partnerem dla post-brexitowej Wielkiej Brytanii miały być USA.

Zwycięstwo Bidena oznacza jednak obniżenie wagi relacji USA z Wielką Brytanią. Biden jest globalistą, co oznacza, że w Europie interesować go będzie przede wszystkim Angela Merkel i Unia Europejska oraz oczywiście relacje z Rosją. Dla Bidena niezależna politycznie i gospodarczo Wielka Brytania nie jest istotnym partnerem.

1202. British Wind Biden

źródło: blog What’s Up With That

W epoce przed Trumpem, prezydentowi Obamie przydarzyło się publicznie poniżyć i obrazić premiera Gordona Browna — a przecież Brown był premierem rządu z ramienia „postępowej” Partii Pracy. A teraz mamy powtórkę z przeszłości. Natychmiast po wyborach w USA Joe Biden zachował się w niesłychany sposób wobec dziennikarza BBC, który prosił go o wywiad. Biden odpowiedział: „BBC? Ja jestem Irlandczykiem” i zatrzasnął drzwi.

Tak brutalne pokazanie Brytyjczykom ich „miejsca w szeregu” jest tym bardziej interesujące, że sama BBC powinna być jednym z najbardziej ulubionych przez Joe Bidena nadawców w Europie. Była zawsze zdecydowanie przeciwko Trumpowi i równie mocno za Bidenem, przeciwko Brexitowi, a jednocześnie całym sercem za walką z katastrofą klimatyczną.

Tymczasem premier Johnson w wywiadzie w dniu 9 listopada br. odmówił komentarza na temat na jawnie wrogiej postawy Bidena wobec brytyjskiego wyjścia z Unii Europejskiej - co nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że Boris Johnson będzie musiał jakoś ułożyć sobie relacje z nowym gospodarzem w Białym Domu.

Szukając tego, co łączy go z (ewentualnym) nowym amerykańskim prezydentem, brytyjski premier podkreślił w tym samym wywiadzie, że wysoko sobie ceni perspektywę „globalnego przywództwa w przeciwdziałaniu zmianie klimatu” ze strony administracji Bidena. Jednak to amerykańskie przywództwo może kosztować Wielką Brytanię bardzo duże pieniądze, jak pisze słynąca ze swojego alarmizmu klimatycznego brytyjska gazeta „The Guardian”. [1]

The Guardian twierdzi, że ogłoszone przez rząd Johnsona inwestycje w walkę z „kryzysem klimatycznym” są daleko niewystarczające i - co gorsza - stawiają pod znakiem zapytania autentyczność zaangażowania Borysa Johnsona w realizację „zielonej agendy”. Według ogłoszonego właśnie raportu think tanku IPPR, do tej pory konserwatywny rząd Johnsona przeznaczył na przeciwdziałanie „kryzysowi klimatycznemu i narastającemu zagrożeniu dla przyrody” zaledwie 12% niezbędnych wydatków. Te 12% to aż 4 miliardy funtów [ok. 20 mld zł – red.], które mają być wydawane przez rząd brytyjski na „zielone potrzeby” każdego roku. Tymczasem, jak szacuje raport IPPR, koszt minimalnych inwestycji w tej dziedzinie w Wielkiej Brytanii to 33 miliardy funtów rok po roku (tj. 165 miliardów złotych).

Eksperci IPPR liczą, że Biden zwróci uwagę na niedociągnięcia Johnsona. Mocne naciski ze strony nowego prezydenta USA zmuszą Borisa do pełnej realizacji „zielonej agendy”, kosztem owych „minimalnych” 33 miliardów funtów rocznie. Zaangażowanie samego Bidena w walkę z klimatem nie ulega bowiem wątpliwości. Wśród decyzji, które Biden zobowiązał się podpisać już w dniu objęcia stanowiska, czyli w dniu 20 stycznia 2021 r., aby tym samym błyskawicznie zlikwidować dorobek administracji Trumpa, jest przystąpienie na nowo do paryskiego porozumienia klimatycznego. Trump ostatecznie wycofał USA z tego porozumienia i z dniem 4 listopada br. USA przestały być sygnatariuszem tego paktu.

Raport IPPR i artykuł w The Guardian wyglądają więc na wczesny przypadek doniesienia do przywódcy USA na niedostatecznie zaangażowanie rządu innego państwa, któremu bardzo zależy na dobrych stosunkach z USA.

Wielka Brytania „Arabią Saudyjską energetyki wiatrowej”

Jednak kwestia tego, ile pieniędzy musi tak naprawdę wydać Wielka Brytania, aby odpowiednio realizować „zieloną agendę” i czy owe 33 miliardy funtów rocznie naprawdę wystarczy na ten cel, nie jest całkiem jasna — jak wskazuje bloger Eric Worrall [2] ta „zielona agenda” polega w dużym stopniu na realizacji ogłoszonej przez rząd Konserwatystów „ambicji” uczynienia Wielkiej Brytanii „Arabią Saudyjską energetyki wiatrowej”. Na przeszkodzie stoją jednak długie okresy pogody bezwietrznej, które wydają się pojawiać regularnie na początku lata w Wielkiej Brytanii. Na przełomie maja i czerwca 2018 r. wystąpiło 9 dni, w czasie których produkcja farm wiatrowych była bliska zeru. [3] Taka sama sytuacja - którą dziennikarze ochrzcili mianem suszy wiatrowej - miała miejsce przez co najmniej dwa tygodnie lipca tego roku. [4]

Mówienie o „suszy” w odniesieniu do okresów braku wiatru czy słońca brzmi może dziwnie, do tej pory bowiem słowo oznaczało zjawiska związane z brakiem opadów atmosferycznych, które miały poważne konsekwencje dla społeczeństwa (nieurodzaj, niedostatek żywności, klęska głodu itd.). Ponieważ jednak obecnie bezwietrzna pogoda (jak również brak Słońca) staje się równie wielkim zagrożeniem dla funkcjonowania społeczeństwa (bieżąca produkcja wiatraków czy fotowoltaiki spada do zera), do zbioru klęsk naturalnych dotykających współczesną cywilizację trzeba będzie zaliczyć także „susze wiatrowe” i „susze słoneczne”.

Cytowany Eric Worrall wskazuje, że realizacja „zielonej agendy” w Wielkiej Brytanii musi zatem obejmować uporanie się z konsekwencjami takich okresów bezwietrznych. Gdyby dla ilustracji tego, jak poważny jest to problem, założyć, że cały system energetyczny tego kraju ma opierać się na energetyce wiatrowej, to przez okres suszy wiatrowej należało zapewnić sześć terawatogodzin energii elektrycznej dziennie (tyle wynosi dzienne zużycie energii elektrycznej w Wielkiej Brytanii).

Praktycznie jedyną technologią dostępną obecnie w tym zakresie są wielkie baterie, takie jak zamontowano parę lat temu w Australii Południowej (system magazynowania energii elektrycznej Hornsdale Power Reserve). Pojemność australijskiego magazynu energii, który kosztował 161 milionów AU$, wynosi 129 MWh (dane na rok 2017). Biorąc pod uwagę brytyjskie zapotrzebowanie na energię elektryczną, kraj ten musiałby zakupić 46.500 analogicznych systemów baterii, aby dostarczać odpowiednią ilość energii do sieci energetycznej każdego dnia, kiedy trwa susza wiatrowa.

Zakładając, że okres suszy wiatrowej będzie trwał dwa tygodnie, koszt uporania się z jej konsekwencjami dla funkcjonowania „Arabii Saudyjskiej energetyki wiatrowej” wynosiłby absurdalną sumę 53 tysiące miliardów funtów (14 dni x 46.500 baterii x 150 milionów AU$).

Tylko na tym przykładzie widać, że utrzymania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej dla przemysłu i konsumentów oraz niskich cen energii nie można powierzyć chimerycznej i zawsze zawodnej energetyce wiatrowej. Próby zastępowania czegoś co działa czymś co nie działa zawsze kończą się klęską utopistów. Tak samo będzie z energetyką wiatrową. Im więcej jej będzie, tym szybciej to wszystko upadnie. I żaden Joe Biden czy inny Boris Johnson temu nie zapobiegną.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] Toby Helm i Robin McKie, „Global experts question UK’s commitment to tackle climate crisis”, The Guardian, - https://www.theguardian.com/environment/2020/nov/08/global-experts-question-uks-commitment-to-tackle-climate-crisis - publ. z dn. 08.11.2020 r.

[2] Eric Worrall, „Put More Money into Renewable Energy or We’ll Report You to Joe Biden?”, blog Watts Up With That, - https://wattsupwiththat.com/2020/11/09/uk-pm-boris-johnson-warned-joe-biden-will-expect-more-cash-for-renewable-energy/ - publ. z dn. 09.11.2020 r.

[3] Rachel Morison, „Britain Has Gone Nine Days Without Wind Power”, Bloomberg, — https://www.bloomberg.com/news/articles/2018-06-07/u-k-wind-drought-heads-into-9th-day-with-no-relief-for-weeks – publ. z dn. 07.06.2018 r.

[4] Chris Baraniuk, „Weird 'wind drought' means Britain's turbines are at a standstill”, New Scientist, - https://www.newscientist.com/article/2174262-weird-wind-drought-means-britains-turbines-are-at-a-standstill/  - publ. z dn. 17.07.2018 r.

Wszystkim naszym darczyńcom serdecznie dziękujemy. Portal utrzymuje się wyłącznie z prywatnych datków i nie korzystamy z żadnych publicznych pieniędzy. Takie finansowanie gwarantuje nam pełną niezależność a Czytelnikom publikacje, których nie znajdziecie nigdzie indziej.